Roki miał 16 lat i więcej blizn niż wspomnień dobrego życia. Został brutalnie zaatakowany siekierą – zraniono go tak, że ledwo przeżył. Przeszedł operację czaszki, karmienie sondą, tygodnie walki o każdy oddech. Dzięki ogromnej determinacji weterynarzy i wsparciu darczyńców udało się go wtedy uratować przed śmiercią.
W ostatnim czasie jego stan gwałtownie się pogorszył. Weterynarze zrobili wszystko, co możliwe. Badania wykazały złośliwy, nieoperacyjny nowotwór i zakażenie opornymi bakteriami, bez możliwości wyleczenia. Groziła mu śmierć w męczarniach.
Z miłości do niego podjęliśmy najtrudniejszą decyzję – pozwoliliśmy mu odejść spokojnie, bez bólu, w objęciach naszych opiekunów, którzy byli przy nim do końca.
Jego historia przypomina nam, po co to wszystko robimy. Dla tych, którzy nadal czekają na swój dzień bez bólu.
Przekaż darowiznę i kontynuuj misję Rokiego – pomóż psom, które wciąż walczą o zdrowie i bezpieczeństwo.
Psy po interwencjach dostają to, czego wcześniej nigdy nie miały: opiekę, ciepło i leczenie.
Jesteśmy organizacją pożytku publicznego i ośrodkiem rehabilitacji małych zwierząt chronionych. Od 16 lat ratujemy psy, koty, ptaki i dzikie zwierzęta – na Dolnym Śląsku i poza nim. Leczymy, opiekujemy się, przywracamy wiarę w człowieka. Nasz zespół tworzą wykwalifikowani pracownicy, technicy weterynarii, behawioryści, wolontariusze i osoby upoważnione do interwencji.
Pomagamy ponad 1600 zwierzętom rocznie. Każde z nich dostało drugą szansę – dzięki ludziom takim jak Ty.
Znajdujemy ją półprzytomną, skrajnie wychudzoną, zamkniętą w łazience, by „nie brudziła”. Z jej uszu leje się ropa, a ból nie pozwala podnieść głowy. Kiedy potrząsa głową, odpadają fragmenty martwej tkanki. Powikłane zapalenie sięga aż do błony bębenkowej – psu grozi sepsa i śmierć w męczarniach.
Dziś Zula żyje, słyszy i ufa. Po miesiącach leczenia, w tym operacji, wciąż potrzebuje stałej opieki weterynaryjnej i rehabilitacji. Chcemy też wykonać dodatkową diagnostykę, by upewnić się, że jej stawy są zdrowe. Pomóż nam dać Zuli szansę na pełne życie i dom, na który zasłużyła. Każdy dzień zwłoki to opóźnienie w diagnostyce.
W domu zadbane psy rasowe. Za domem, w dziurze po szopie, na gołych deskach leży wychudzony pies. Bez imienia, bez wody, bez życia. Stan skóry – dramatyczny. Wokół brud i nieprzeciętny smród. Właścicielka mówi: „brzydki, nie jest rasowy, więc musi być tutaj”. Weterynarz odmówił uśpienia. My daliśmy mu imię – Strupek. Nie ma karty leczenia, nie ma żadnych dokumentów, nikt nie wie, od kiedy i na co choruje. Kiedy odjeżdżamy z nim do azylu, właścicielka nawet nie spojrzy na psa. Interesuje ją wyłącznie, by zwrócić smycz.
Strupek ma zaledwie 6 lat i poważne problemy skórne. Potrzebuje kompleksowych badań, by ustalić przyczynę choroby – czy to tarczyca, czy zespół Cushinga. Twoja wpłata to szansa, by pierwszy raz w życiu poczuł, że jest ważny.
Już 50 zł wystarczy, by zapewnić psu dzienną porcję leków i specjalistycznej karmy.